zaczyna się bardzo niewinnie i zwyczajnie...
godzina 22, ona leży już w łóżku, wykąpana, wybalsamowana myśląca co będzie działo się jutro w pracy...
oglada Dr. Housa, czuje, że sen zaczyna ją otaczać, przycisza telewizor, ustawia drzemkę i zamyka oczy...
mija 15 minut telewizor juz nie gra a ona nie śpi!
dochodzi północ, leży patrzy w sufit, wyciąga książkę którą wypożyczyła w miejskiej bibliotece i zaczyna czytać, po przeczytaniu 3 rozdziałów patrzy na zegarek jest już prawie 2 i myśli krążą o której zaśnie.
ile kilometrów pokonała kręcąc się po łóżku, jakie to pozy przybrała by zasnąć, ile razy odkryła się bo jej gorąco po czym ile razy nakrywała się po uszy bo zimno - tylko ona wie.
jedna myśl: JA JUŻ DZIŚ NIE ZASNĘ!!!
na zegarku 3, leży
już prawie 4, a o 4:30 zagra budzik bo musi wstać do pracy, wstaje 4:15 domownicy są w szoku bo największy śpioch w rodzinie wstał tak rano, wyszykowana po 5 pojechała do pracy, nawet zmęczenia nie odczuwa, wypiła 2 kawy i normalnie funkcjonowała w pracy, pozałatwiała wszelkie sprawy, wróciła do domu a sen dalej nie nadchodzi
teraz jedyna myśl: CZY DZIŚ ZASNĘ?
bezsenność boli...
Poniedziałek, nowy tydzień, nowe plany,
za 12 dni urodziny, rodzina się zjedzie, czego bardzo nie lubię...
mam dobre intencje zacząć systematycznie chodzić na basen, teraz czekam na chęci i możlwiości.
W pracy rozpoczął się juz sezon na święta, co będą gotować, co piec no i o prezentach, znów święta...
mile spędzonego poniedziałkowego wieczoru Wam życz :*